
W książce natknąłem się na następującą anegdotkę:
Podczas marszu przez rodzinną Wirginię, dwaj żołnierze baterii Richmond Howitzers zawitali na jedną z farm licząc na poczęstunek, który mógł być dla nich miłą odmianą od rutyny żołnierskich posiłków. Właściciel farmy przyjął był jednak wobec nich wyjątkowo szorstki i niemiły, i dopiero po dłuższych staraniach udało się przełamać jego nieufność. Wtedy też starszy człowiek wyjaśnił przyczynę swojej pierwotnej oschłości.
Otóż poprzedniego dnia odwiedziło go kilku piechurów z Armii Północnej Wirginii i podczas gdy część z nich czekała na posiłek, inni zwabili w ustronne miejsce jego psa, wspaniałego owczarka, i ... ostrzygli go "na lwa".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz